O pszczołach

W nocy z 4 na 5 października 2014 roku w Przyczynie Dolnej w województwie lubuskim zginęły ponad 2 miliony pszczół.

800px-Pollinationn

Sytuacja pszczół i innych zapylaczy to coraz bardziej gorący temat. I nie ma się co dziwić i należy się cieszyć. Może Einstein przesadził twierdząc, że gdy odejdą pszczoły, to zabiorą nas ze sobą, ale życie bez nich na pewno będzie trudniejsze i zdecydowanie smutne. Bez zapylaczy nie będzie jabłek, wiśni, truskawek, jagód i orzechów. Ale też cebuli, a co to za życie bez cebuli? Zabraknie kwiatów i ptaków. Nasza dieta będzie monotonna, a świat mniej kolorowy. Ponadto, 90% dzikich roślin potrzebuje zapylaczy.

Co właściwie się dzieje? W Ameryce Północnej, Europie, a także powoli na innych kontynentach spada populacja pszczół miodnych. Ale zagrożone są też i inne zapylacze np. trzmiele czy pszczoła samotnica – to one umieją zapylać pomidory czy paprykę. Wg wieloletnich badań sytuacja jest bardzo skomplikowana. Przyczyną nie jest jeden czynnik, ale wiele połączonych ze sobą problemów. Są to choroby, pasożyty, zmiany klimatu, praktyki rolnictwa przemysłowego (stosowanie pestycydów), spadek bioróżnorodności oraz zmniejszanie się naturalnych siedlisk.

Jak ważne są dla nas pszczoły dobrze obrazuje fakt, że wartość pracy pszczół szacowana jest na kwotę 265 miliardów euro rocznie.

Jeśli chodzi o pszczoły w Przyczynie Dolnej wg badań prokuratury prawdopodobnym winnym jest pestycyd fipronil produkowany przez BASF. Jest to owadobójczy środek należący do grupy 7 najniebezpieczniejszych pestycydów wg raportu Greenpeace z 2013 roku.

“W Polsce nie wolno go stosować od 2008 roku. W Unii Europejskiej wprowadzono zakaz jego stosowania całkowicie w uprawach kukurydzy i słonecznika. Niestety, zakaz nie jest całkowicie szczelny. Wolno go stosować w niektórych uprawach ścinanych przed zakwitnięciem: cebuli, pora, warzyw kapustnych oraz do zaprawiania nasion roślin szklarniowych.

Fipronil już w niskich dawkach jest wysoce toksyczny dla pszczół. Może doprowadzić do zatruć ostrych, ale daje także efekty subletalne, czyli jego małe dawki zatruwają pszczoły miodne i inne owady zapylające. ” (http://www.adoptujpszczole.pl)

Pestycydy pomagają walczyć ze szkodnikami, ale rolnicy często nie są odpowiednio wyedukowani jak je stosować, nie respektują prawa i stosują je niezgodnie z przepisami. Ponadto nie potrafią skutecznie walczyć z czynnikami chorobowymi u pszczół takimi jak bardzo niebezpieczne roztocza przenoszące wirusy. Pestycydy osłabiają układ odpornościowy pszczół, co prowadzi do zakażeń. Ponadto te z grupy neonikotynoid mogą zmieniać zachowanie – owad wylatuje z ula i nie wraca, nie potrafi dotrzeć do źródła pyłku.

Jak możemy pomóc pszczołom?

– kupujmy produkty rolnictwa ekologicznego – pestycydy nie są stosowane, a i bioróżnorodność jest większa,

– kupujmy lokalne produkty – w UE obowiązują ograniczenia w stosowaniu neonikotynoidów oraz fipronilu,

– w przydomowych ogródkach czy na balkonach nie stosujmy pestycydów (dla nas one też nie są dobre),

– sadźmy różne rośliny dobre dla różnych zapylaczy, dzięki zróżnicowaniu owady są zdrowsze,

– nie kośmy jak szaleni trawy i nie sprzątajmy liści co do jednego (nie wspominając o paleniu), wiele owadów mieszka w ziemi,

– budujmy hotele dla pszczół.

Mnóstwo ciekawych informacji, w tym jak zbudować hotel, znajdziecie w poradniku.

Do pobrania tutaj:

http://www.greenpeace.org/poland/PageFiles/524633/Poradnik_Projekt_pszczola.pdf

Greenpeace w tym roku kwotę zebraną w akcji Adoptuj Pszczołę 2 przeznaczy między innymi na pomoc pszczelarzom z Przyczyny Dolnej. Akcja wciąż trwa.

http://www.adoptujpszczole.pl

Jeśli lubicie miód, owoce, warzywa, kwiaty, ptaki i naturę ogólnie, chcecie żyć zdrowo i mieć wybór pomóżcie zapylaczom 🙂

IR8nDBZETv6aM6HdJ7RD_IMG_5784

Korzystałam z:

http://sos-bees.org

http://nationalgeographic.com

http://www.ekologia.pl

http://pl.wikipedia.org/

 

 

 

 

Japońskie wodne inspiracje

Wakacje w Japonii to nie tylko piękne zabytki i cudowne jedzenie. Można też zobaczyć jak Japończycy dbają o środowisko, a w szczególności, jak oszczędzają wodę. Na pewno spokojnie można tam pić wodę z kranu. Robiłam to i żyję, taka woda podawana też jest w restauracjach. Ale to, co najciekawsze to technologie. Firmą przodującą w tworzeniu … Continue reading

Herbatka rządzi

I to nie taka do picia, chociaż ja akurat jestem herbaciana, nie kawowa. Herbatka o jakiej będzie mowa to olejek herbaciany, cudowna substancja prawie na wszystko.

Olejek herbaciany wytwarzany jest w procesie destylacji parą wodną z liści Melaleuca Alternifolia, drzewa rosnącego w południowo wschodnim Queensland i na północno wschodnim wybrzeżu Nowej Południowej Walii w Australii. Nazwę być może nadał drzewu Kapitan Cook, który używał liści do naparu, który popijał zamiast herbaty.

tea-tree-melaleuca_tn2

Olejek zawiera ponad 98 substancji i posiada właściwości antybakteryjne, grzybo i pleśniobójcze. Jak każda substancja może powodować alergie, ale są to rzadkie przypadki. Jako jeden z niewielu olejków może być stosowany w postaci nierozcieńczonej, ale jedynie na niewielkie obszary skóry i w małej ilości.

Ilość zastosowań olejku jest chyba nieograniczona. Oto najpopularniejsze i najskuteczniejsze z nich.

– pryszcze – stosujemy miejscowo na wyprysk lub jedną czy dwie krople dodajemy do porcji kosmetyku, którym myjemy twarz; uwaga na oczy, olejek może bardzo podrażniać, w przypadku dostania się do oczu należy przemyć mlekiem i udać się do lekarza,

– kaszel, ból gardła – 1 – 2 krople dodajemy do gorącej wody i stosujemy jako inhalację,

– siniaki, rany, oparzenia – nacieramy miejscowo; działanie bakteriobójcze i ułatwiające gojenie,

– ugryzienia owadów – szczególnie polecam na ukąszenia komarów; olejek zmniejsza, a nawet całkowicie likwiduje świąd oraz zmniejsza gulę,

– odstraszanie owadów, także insektów na roślinach – w tym przypadku najlepiej sprawdza się sprej sporządzony z kilku kropel olejku rozcieńczonych w wodzie,

– usuwa pleśń np. w łazience i zapobiega nawrotom,

– grzybica paznokci – nacieramy miejscowo,

– masaż klatki piersiowej podczas choroby czy obolałych mięśni i stawów przy reumatyzmie – tutaj wymaga rozcieńczenia w nośniku np. oleju kokosowym lub z pestek winogron,

– rozcieńczony w wodzie olejek służy jako płyn do płukania ust, nie należy przesadzić z ilością olejku, bo wyżre śluzówkę i lepiej nie połykać, bo jest toksyczny.

Ja od dawna kupuję czysty olejek firmy Alva. Należy zawsze zwracać uwagę czy olejek jest czysty, gdyż wiele firm sprzedaje mieszanki tzn. w olejku tak naprawdę jest 10% olejku, reszta to olej parafinowy i inne zupełnie absurdalne i zbędne dodatki. W takich oszustwach specjalizują się firmy The Body Shop i Oriflame. I pewnie wiele innych.

IMG_20140812_141650

 

http://alva.de/

Olejek herbaciany chętnie stosowany jest w kosmetykach do cer łojotokowych, trądzikowych i przy leczeniu łupieżu. Normalizuje pracę gruczołów łojowych i działa antybakteryjnie.

Sama jeszcze nie stosowałam, ale właśnie odkryłam interesujące serie z olejkiem herbacianym firm CMD Styx. Na pewno na coś się skuszę.

http://www.cmd-natur.de/teebaumoel-classic/

http://www.styx.at/de/Aromatherapie-Tea-Tree.asp

To by było na tyle. Kupujcie swój olejek i cieszcie się jego wspaniałym działaniem i zwalającym z nóg zapachem (daje czadu, ale ja lubię).

Pozdrawiam

 

 

 

 

 

 

 

Bambus może wszystko

Dziś co nieco o wszechstronnej roślinie, która dzięki swoim właściwościom ma szansę być eko przebojem.

Image

 

Oto bambus napotkany w parku w Tokio. Jest to oczywiście tylko jeden z około tysiąca gatunków tej niezwykłej trawy.

Najpierw kilka podstawowych informacji. Bambus, chociaż może osiągnąć wysokość nawet 20m (zależnie od gatunku oczywiście) jest trawą, a nie drzewem i tu pojawia się pierwsza zaleta. Nie wymaga on ponownego sadzenia po ścięciu. Nowa roślina wyrasta z pędów starej. Ponadto, niektóre bambusy mogą osiągać dzienny przyrost w postaci nawet 120 cm. A wiadomo ile trzeba czekać, aby urosło zwykłe drzewo.

Bambus nie potrzebuje pestycydów i nawozów ani specjalnie dużo wody. Co więcej, wydziela o 35% więcej tlenu niż drzewa o zbliżonych rozmiarach i wchłania więcej CO2. Jeden zbiór daje 20 razy więcej materiału, co sprawia, że ceny są niższe.

Produkcja bambusa jest ratunkiem dla wielu społeczeństw krajów rozwijających się. Z jednej strony uprawa przynosi dochód, z drugiej może stanowić o przetrwaniu czysto fizycznym. Dzięki rozbudowanemu systemowi korzeniowemu bambus pomaga kontrolować erozję. W wielu krajach wykorzystywany jest jako bariera chroniąca uprawy i domostwa przed zmyciem.

Niestety produkcja bambusa, jeśli nie myśli się o środowisku, ale jedynie o zysku, może być problematyczna. Na pewno nie jest tak szkodliwa jak produkcja tradycyjnej bawełny (naładowanej pestycydami) czy nylonu i poliestru, jednak wciąż konieczne jest stosowanie chemikaliów. Niektórzy producenci stosują obieg zamknięty wykorzystując chemikalia wielokrotnie, a nie jednorazowo. Aby mieć pewność, że bambusowy produkt został wyprodukowany z myślą o przyrodzie, warto szukać oznaczeń “organic”. Należy pamiętać też o tym, że 25 konkretnych gatunków stanowi 99% diety pandy wielkiej. Zagrożeniem dla tego gatunku może być wykorzystywanie dzikiego bambusa i niszczenie siedlisk pod uprawy.

A teraz do rzeczy. Co można zrobić z bambusa? Chyba wszystko.

Po pierwsze podłogi. Bambus jest jednym z najwytrzymalszych materiałów odpornych na wodę.

Po drugie tkaniny. Bambusowy materiał jest bardziej miękki od bawełny i bliższy jedwabiowi czy kaszmirowi. Świetnie odprowadza wodę ze skóry i szybko wysycha. Ja posiadam skarpetki i mogę powiedzieć, że to najbardziej milusie w dotyku skarpetki na świecie.

Image

 

Akcesoria kuchenne. Są ładne, lekkie, wytrzymałe, myją się w zmywarce. Jestem fanką.

Image

 

Na targach ogrodniczych widziałam też bambusy do sadzenia. Można z nich zrobić piękny żywopłot albo zasłonę balkonową, żeby nam nie zaglądali podglądacze. Proponowane gatunki wytrzymują podobno temperatury do -20 stopni.

 

Jeśli znacie inne produkty z bambusa proszę o informacje w komentarzu.

Pozdrawiam!

Suweniry z wycieczek

Image

Przyjemnością numer dwa, zaraz po kulinarnych eksperymentach w lokalnych restauracjach podczas zagranicznych podróży, jest zaopatrywanie się w niedostępne w Polsce kosmetyki. Lubię sobie strzelić jakiś oryginalny drobiazg i używając go wspominać cudowne dni urlopowe.

Najczęściej są to mazidełka do ust. Nie jest to wielki wydatek, a sprawia dużo radości.

Image

Na zdjęciu widać dwa ostatnie nabytki przywiezione z Irlandii – amerykański balsam do ust i ciała Badger o przecudownym zapachu mandarynki oraz australijską pomadkę truskawkową MooGoo. W środku natomiast delikatny sztyft Yes To Carrots zakupiony w Hamburgu.

Zacznę od końca. Yes to Inc. to firma pochodząca z Izraela, która szybko przeniosła się do USA (co z jakiegoś powodu skrzętnie ukrywają; ja jednak znam te kosmetyki jeszcze z czasów kiedy były produkowane w Izraelu, co odnotowywano na etykiecie). Dziś w jej skład wchodzą serie Yest to Carrots, Tomatoes, Cucumbers, Blueberries etc. Dla mnie hitem wsmarowanym w ciało w ilości kilku opakowań jest marchewkowe, niezwykle bogate masło do ciała o ślicznym słodkawym zapachu. Pomadka jest jednak zwykła do bólu. Nie skuszę się na nią ponownie, ale do masła wrócę na pewno. Owszem, kosmetyki są dostępne w Sephorze, ale dokładnie dwa razy drożej niż na wyspach. Słoik masła w Sephorze kosztuje ponad 80 zł zamiast 10-12 euro.

Mandarynkowy Badger to moja pierwsza przygoda z tą firmą, która ma w swojej ofercie pełną gamę kosmetyków, jednak na naszym kontynencie najczęściej kupić można urocze metalowe pudełeczka wypełnione różnorodnymi maziami o wielu funkcjach. Mamy opcje do wcierania w całe ciało, na obolałe stawy, przeciw owadom itp. Specyfiki do ust dostępne są też w sztyftach, a wszystko to przyciąga uwagę dzięki słodkiemu borsukowi użyczającemu firmie swojego pyszczka. Moja mandarynkowa bryza sprawdza się doskonale na zimnie i w suchych pomieszczeniach.

Image

MooGoo pochodzi z Australii i wiele swoich kosmetyków opiera na mleku. Nie są to więc produkty wegańskie.

Image

Pomadka jest jadalna, co oznacza, że wszystkie zawarte w niej składniki można spokojnie zjeść. Smak jest bardzo subtelny, (w sumie trudno tę truskawkę poczuć), zapach wybitnie realistyczny, a kolor prawie niewidoczny. Jednak właściwości pielęgnacyjne na piątkę. Mamy tu olejek ze słodkich migdałów, jojobę, masło shea, witaminę e, a koloru nadaje ekstrakt z buraka. Polecam.

Do kolekcji zdrowych pomadek dołożę jeszcze kolorową kredkę Alverde.

Image

Alverde to certyfikowana firma należąca do niemieckiej sieci drogerii DM. Omawiałam już produkowane przez nich kosmetyki do włosów.

Pomadka ma ładny różowy kolor, jednak jest dość twarda i sucha. Dlatego przed i/lub po nałożeniu stosuję balsam do ust. Niestety skraca to trwałość kredki. Jednak świadomość ile kobieta w swoim życiu zjada szminek i podobnych produktów stanowczo zachęca do stosowania zdrowych pomadek.

Alverde jest dla mnie potęgą jeśli chodzi o kosmetyki do pielęgnacji ciała. Balsamy, mleczka, masła i olejki tej firmy to prawdziwe cuda o świetnych składach, przyjemnych konsystencjach, ładnych zapachach i doskonałych właściwościach. Do tego są tanie. Dlatego zawsze podczas pobytu w Berlinie czy Hamburgu robię zapasy. Pielęgnacja twarzy też jest ciekawa. Moim ostatnim odkryciem jest fajny peeling do twarzy nadający się do częstego stosowania. Ma małe szorstkie, ale nie ostre drobinki, takie jakie lubię najbardziej.

Image

Na koniec jeszcze jedno MooGoo. Tym razem mydełko. Świeżo zakupiona wersja jest z maślanką. Mam jeszcze na wykończeniu mydło z płatkami owsianymi i miodem. Są bardzo przyjemne w użyciu, nie wysuszają jakoś specjalnie, ale jednak przy tak suchej skórze jak moja,  bez smarowidła po kąpieli się nie da.

Image

Jeśli podróżujecie zachęcam do eksperymentowania. Często można znaleźć ciekawe organiczne i certyfikowane produkty, które będą dla nas urozmaiceniem i odskocznią od codzienności.

Załączam linki do stron firm:

http://www.badgerbalm.com/

http://moogoo.com.au/

http://www.yestocarrots.com/

http://www.dm.de/de_homepage/alverde_home/

Jeśli macie swoje odkrycia z zagranicy, hity, które zamawiacie lub prosicie przyjaciół o przywiezienie, napiszcie!

Certyfikaty kosmetyczne i nie tylko.

Świadomy konsument, wie co kupować zgodnie z wybraną filozofią. Jeśli naszą filozofią ma być przestawienie się na kosmetyki naturalne aby pomóc i sobie i środowisku, musimy wiedzieć czym takie produkty się charakteryzują i jak je znaleźć.

Czytanie składów jest bardzo trudne. Przeciętny zakupowicz czyta więc opis stworzony przez producenta. Jeśli mamy jakiekolwiek pojęcie na temat chwytów marketingowych i specjalistycznego żargonu, wiemy, że nie należy wierzyć w te obiecanki cacanki, a szczególnie w takie, których nie rozumiemy. Z pomocą idą nam instytucje certyfikujące. Ponieważ np. UE nie reguluje rynku kosmetyków naturalnych ludzie w różnych krajach stworzyli organizacje, których zadaniem jest informowanie, tworzenie wyśrubowanych standardów i przyznawanie certyfikatów dla firm, gospodarstw rolnych itp. chcących dbać o środowisko i oferować klientom produkty bezpieczne, zdrowe, ekologiczne i etyczne.

Dziś przedstawię wam kilka certyfikatów najlepiej znanych i na których można polegać.

Każda instytucja samodzielnie decyduje o stopniu destrukcyjności oraz o wytycznych, ale większość cech jest wspólna.

Produkt oznaczony certyfikatem musi spełniać następujące wymogi:

– przy produkcji wykorzystywane są zasoby odnawialne,

– produkcja jest przyjazna środowisku,

– produkt nie może zawierać: GMO, parabenów (działanie alergizujące), fenoksyetanolu (konserwant wywołujący świąd, stany zapalne), nanocząsteczek (są maleńkie, mogą przedostawać się przez skórę i do dróg oddechowych czego skutki są potencjalnie groźne), silikonu, PEG-ów (rakotwórcze substancje myjące), syntetycznych zapachów, składników pochodzenia zwierzęcego (poza naturalnie wytwarzanymi przez zwierzęta np. mleko i miód), syntetycznych barwników, parafiny i pochodnych ropy naftowej (popularne parrafinum liquidum czy oleje mineralne) oraz składników pochodzących z martwych zwierząt,

– opakowanie musi być biodegradowalne i nadające się do recyklingu,

– wg. Ecocert kosmetyk, aby mógł się nazywać organicznym (bio) musi mieć 95% składników pochodzenia roślinnego, a naturalnym (eco) – 50%

Image

– testowanie na zwierzętach jest zabronione.

Certyfikaty:

BDIH

Image

Jest to niemiecka organizacja non-profit zrzeszająca przedsiębiorców i handlowców z branż farmaceutycznych, kosmetycznych czy żywnościowych.

http://www.kontrollierte-naturkosmetik.de/e/index_e.htm

ECOCERT

Image

Ecocert, instytucja przyznająca najbardziej znany certyfikat, powstała w 1991 roku we Francji za sprawą agronomów, którym zależało na rolnictwie przyjaznemu środowisku. Ecocert przyznaje certyfikaty firmom wytwarzającym organiczne składniki kosmetyków, a także żywność.

http://www.ecocert.com/en/natural-and-organic-cosmetics

NATRUE

Image

Międzynarodowa organizacja, którą można umieścić na drugim miejscu po Ecocert. Certyfikat ten jest coraz popularniejszy, gdyż jak twierdzą niektórzy, jego wytyczne są bardziej restrykcyjne niż Ecocert. Na logo mogą znajdować się gwiazdki – od jednej do trzech. Trzy to oczywiście najlepsza opcja, gdyż taki produkt można nazwać organicznym. Jedna gwiazdka to kosmetyk naturalny.

http://www.natrue.org/

Swoją instytucję mają też Włosi. Jest to ICEA – Instituto Certificazione Ettica e Ambientale

Image

http://www.icea.info/en/

Jeszcze jedną instytucją z Francji jest COSMEBIO powstała w 2002 roku i zrzeszająca 400 producentów i 500 marek z całego świata.

Image

http://www.cosmebio.org/en/

Na opakowaniach możemy jednak znaleźć jeszcze cztery popularne i ciekawe oznaczenia.

VEGAN

Logo kosmetyków wegańskich występuje w różnych formach, ale idea jest taka sama. Kosmetykie wegańskie nie zawierają żadnych składników odzwierzęcych czyli także mleka czy miodu.

Image

SOIL ASSOCIATION

Brytyjska organizacja charytatywna działająca na rzecz zdrowego, humanitarnego i zrównoważonego jedzenia, rolnictwa i ziemi. Najważniejsze aspekty to:

– produkcja,

– opakowania,

– dobrostan zwierząt,

– zakaz stosowania zbędnych i szkodliwych dodatków spożywczych.

Certyfikat SA posiada ponad 4,500 farm i firm na całym świecie.

Image

http://www.soilassociation.org/

FSC – Forest Stewardship Council

Jest to oznaczenie dotyczące opakowania. Ta światowa organizacja zajmuje się zarządzaniem lasami w celu zapewnienie bioróżnorodności, produktywności i ekologii. Nie tylko zajmuje się lasami jako osobnymi organizmami, ale pomaga też lokalnym społecznościom.

Image

https://ic.fsc.org/index.htm

KRÓLICZEK

Króliczek też występuje w wielu postaciach, ale oznacza jedno. Produkt nie był testowany na zwierzętach. Wiele zwykłych kosmetyków posiada to logo, ale należy pamiętać o najważniejszym. Jedynie w przypadku kosmetyków opatrzonych powyżej opisanymi certyfikatami możemy mieć pewność, że króliczek oznacza, że nie tylko kosmetyk, ale i jego poszczególne składniki nie były testowane na zwierzętach. Jeśli chodzi o konwencjonalne produkty, takiej pewności nie ma. Składniki mogły być testowane.

Image

Mam nadzieję, że ta garść informacji przyda wam się w waszej podróży przez świat naturalny i organiczny. Jeśli chcecie zdobyć więcej informacji polecam poczytanie stron poszczególnych instytucji. Linki załączyłam.

Podsumowując, celem certyfikatów jest ułatwienie życia nam konsumentom. Nie musimy wczytywać się w składy, bo mamy pewność, że oznaczonym produktom można zaufać.

Pozdrawiam i do napisania!

Broszurka o wodzie

Broszurka o wodzie

Dzięki Marzenie (wodna dziewczyna) wpadłam na tę oto ciekawą broszurę o tym dlaczego i jak oszczędzać wodę i dbać o zasoby tejże. Główne przyczyny to:

– fakt, że obecność wody w kranach bierzemy za oczywistą oczywistość i lejemy ją bez umiaru,

– tylko 2,5% wody na świecie to woda słodka,

– tylko 1% tej wody to woda dostępna i zdatna do picia,

– 1 miliard ludzi na świecie nie ma dostępu do czystej wody,

– w Europie i w krajach rozwiniętych dochodzi do nadmiernej eksploatacji, a zasoby nie uzupełniają się tak szybko,

– turystyka prowadzi do pustynnienia, a woda słona wlewa się do słodkiej.

W Polsce jeszcze nie jest tak źle. Przeciętny Polak zużywa 102 litry wody na głowę dziennie (to i tak brzmi absurdalnie), a Irlandczyk 317 (!). Średnie zużycie europejskie to 202 litry.

Broszurka skierowana jest do młodych, ale jestem przekonana, że wiele osób powinno ją przeczytać. Pewne rzeczy mogą się wydawać oczywiste, ale zgromadzone w jednym miejscu mają szansę przemówić do rozumków. Chwilowo tylko wersja anglojęzyczna.

Pozdro

A po farbowaniu włosy trzeba umyć.

Dziś coś o szamponach. Używamy ich codziennie, a czają się w nich potwory żrące i drażniące mackami swymi sięgające naszych delikatnych wnętrz.

Dlatego najpierw Was postraszę, a następnie, tradycyjnie, zaproponuję zdrową i bezpieczną opcję.

Szampony oraz żele pod prysznic i inne kosmetyki myjące do cna wypchane są tanimi substancjami, których reputacja jest coraz gorsza. Na szczęście. Jeszcze tylko wzrost świadomości i będzie lepiej.

Oto lista nieproszonych gości:

SLS – Sodium Lauryl Sulfate – drażniący i agresywny detergent na początku składu zaraz po wodzie. To oznacza, że jest go najwięcej. Jego moce to wywoływanie uczuleń i podrażnień wszelakiego rodzaju. Ponadto idealnie wysusza powodując świąd, rumień a nawet AZS czyli atopowe zapalenie skóry. Ale to nie wszystko. Dodajmy jeszcze powstawanie łupieżu i wypadanie włosów. Zestaw idealny.

SLES – Sodium Laureth Sulfate – braciszek nieco łagodniejszy, ale nie dajmy się zwieść. Nie dajmy. Tak poważnie to nie jest żadną alternatywą dla SLS. Do widzenia Panu.

SLS i SLES często są zanieczyszczone rakotwórczymi dioksynami (ulubiona trucizna ukraińskich władz).

Propylene glycol – wspominany już przy farbach do włosów. Jego największym osiągnięciem jest wzmaganie przenikania toksycznych substancji przez skórę wgłąb organizmu. Taki odźwierny.

DEA, MEA, TEA – trzy siostry jak z Szekspirka. Dietanoloamina, Monoetanoloamina i Trietanoloamina. Mają za zadanie wytworzyć pianę, bo się tak ludziom ubzdurało, że jak z piany afro się nie da zrobić, to znaczy, że szampon nie myje. Stąd obecność tych trzech paskud co wywołują alergie, mają działanie toksyczne i potencjalnie rakotwórcze.

PEG i PPG – Glikol Polietylenowy i Polipropylenowy. Są to sybstancje myjące o działaniu rakotwórczym i uszkadzającym strukturę genetyczną komórek. Nic dodać, nic ująć.

Ammonium Chloride – stosowany przy produkcji baterii. Powoduje łupież i alergie.

Sodium Chloride – czyli sól. Dodawana w dużych ilościach jako zagęszczacz. A wiadomo. Sól w nadmiarze szkodzi.

Parabeny – np. metylparaben, propylparaben. Mówią ludzie, że to najlepiej sprawdzone konserwanty. Owszem, ale dzięki temu wiemy, że są drażniące, estrogenne i silnie alergizujące. Ale ponieważ są najtańsze, stosuje się je powszechnie.

Zapachy syntetyczne – w składzie znajdziecie Parfum. Co się za tym kryje? Do 4000 związków chemicznych, które drażnią układ oddechowy i skórę. A stąd niedaleko do alergii skórnych, oddechowych i astmy.

Silikony – niby nieszkodliwe, ale zupełnie bezsensowne. Powlekają włosy warstwą, która początkowo daje efekt blasku. Kumulacja warstw powoduje, że włosy stają się suche i sianowate. Złudny blask zamienia się w mat. Zmieniamy szampon i odżywkę (jeszcze więcej silikonów) i po chwilowym polepszeniu, mamy to samo. Wiele silikonów nie rozpuszcza się w wodzie. Nawarstwione nie tylko odbierają włosom urodę, ale i niszczą je nie przepuszczając substancji nawilżających i odżywczych.

Rozpuszczalne w wodzie
-dimethicone copolyol
-lauryl methicone copolyol
-hydrolyzed wheat protein hydroxypropyl polysiloxane
-kazdy silikon z PEG na poczatku
Nierozpuszczalne w wodzie, łatwo usuwane za pomocą łagodnych szamponów (np. na bazie coco betaine)
– amodimethicone
-dimethiconol
-beheonoxy dimethicone
-phenyl trimethicone
Nierozpuszczalne w wodzie, ciężko usuwane przez łagodne szampony (trzeba szampon zostawic na pare minut)
-simethicone
-trimethicone
Wymagajęce sulfates do usunięcia – lepiej sie od nich trzymać z daleka
-cyclomethicone
-cyclopentasiloxane
-trimethylsilylamodimethicone
– trimethylsiloxysilicates.

http://www.laboratoriumurody.pl/forum/uwaga-na-silikony,t731.html

Czas na wieści pozytywne. Rynek kosmetyków naturalnych nie zawodzi.

Po pierwsze najłatwiej dostępne szampony Rossmanowej Alterry. Wypróbowałam szampon z kofeiną i biotyną do włosów wypadających. Zasadniczo przestawienie się na naturalne szampony po jakimś czasie zauważalnie zmniejsza ilość wypadających włosów. Ten szampon natomiast dodaje jeszcze włosom życia i blasku.

Image

Spróbowałam też szamponu nabłyszczającego i dodającego objętości. Ogólnie szampony te są do siebie dosyć podobne, ale wszystkie mają wielkiego plusa. Kosztują do 10 zł, mają dobre składy, myją i odświeżają, dodają zdrowego blasku, nie plączą włosów specjalnie (na takie problemy są odżywki i delikatne mycie, a nie kołtunienie). Pienią się delikatnie, nie ma mowy o betonowej pianie. Jednym słowem dobre, delikatne szampony o nienatrętnym, aczkolwiek bardzo charakterystycznym dla kosmetyków naturalnych zapachu. Kwestia przyzwyczajenia.

Image       Image

Aktualnie używam szamponu Sante z serii familijnej. Jest to szampon nadający blask, zawierający olejek z pomarańczy, ekstrakt z kokosa i sok aloesowy. Bardzo dobrze myje, a włosy po nim nie tylko błyszczą, ale są cudownie miękkie i delikatne. Do tego butla 500 ml kosztuje ciut ponad 30 zł.

Image

Kosmetykami, które też bardzo przypadły mi do gustu są szampony Neobio w nowej wersji o bardzo przystępnych cenach. W ofercie są trzy opcje: dodająca blasku, dodająca objętości i odżywcza. Miałam przyjemność myć włosy dwoma pierwszymi wariantami. Szampony podobne są do tych z Alterry. Jakoś bardziej przypadł mi do gustu ten na objętość z kofeiną i brzozą. Włosy po szamponie nadającym blasku nie różniły się w stosunku do kofeinowego jeśli chodzi o połysk, ale były jednak bardziej oklapnięte i mniej puszyste. Dlatego, jeśli wrócę do Neobio, to do kofeiny. Cena za 250 ml to 14 zł.

Image

Absolutnymi przebojami jeśli chodzi o szampony,  a także odżywki są preparaty Eubiona. Póki co skorzystałam ze sporej już ilości próbek i na pewno następny będzie kosmetyk od nich. Do wyboru są wersje do włosów suchych, tłustych, cienkich, farbowanych i wrażliwych. 500 ml kosztuje ok. 44 zł, czyli wciąż tyle, co szampony drogeryjne.

Co takiego mają w sobie szampony Eubiony? Włosy są po nich obłędnie miękkie, puszyste i doskonale zadbane. Nie ma mowy o podrażnieniu czy swędzeniu skóry głowy. Do tego lustrzany blask i lekkość. W połączeniu z odżywką tej firmy mamy zestaw idealny.

Image       Image

http://www.eubiona.de/index.php?id=63&L=2

Prawda jest taka, że szampony naturalne może nie powalają z nóg zapachami i kremowymi konsystencjami (chociaż takie też istnieją), ale serio warto się na nie przerzucić dla własnego zdrowia oraz tego niesamowitego naturalnego blasku i cudownej miękkości. Ponadto, przynajmniej jeśli chodzi o wersje wypróbowane przeze mnie, nie dochodzi do obciążenia włosów. Wersji odżywczych nie próbowałam. Co więcej przetłuszczanie nie doskwiera już tak bardzo. Włosy utrzymują świeżość.

Wszystkie kosmetyki kupuję w sklepie http://skarbiec-natury.pl/, gdzie oferta największa, obsługa super i ceny milutkie.

Życzę więc miłego mycia!

Pozdrawiam

Woda – niebieskie złoto

Image

“Woda z kranu czy z butelki?”

Taki dylemat ma wciąż wielu Polaków i ludzi na świecie. Odpowiedź powinna być oczywista. Woda z kranu i woda z butelki to w przeważającej liczbie przypadków dokładnie to samo.

Mit o szkodliwości kranówki pochodzi z zamierzchłych czasów. Jest niczym miejska legenda. Dlatego teraz kilka powodów, dla których picie wody butelkowanej nie jest dobrym pomysłem.

Po pierwsze koszt. Litr wody z kranu to ok. 0.4 grosza. W butelce cena skacze do ok. 2 zł. W Stanach Zjednoczonych woda butelkowana jest droższa od benzyny!

Po drugie wartość zdrowotna. Z ponad 200 marek wód dostępnych w Polsce tylko ok. 30 ma cechy wody mineralnej (czyli naturalnej wody leczniczej zawierającej co najmniej 1000 mg/dm³ rozpuszczonych składników stałych w postaci jonów). Jednak większość konsumentów nie czyta etykiet, a najpopularniejsze marki (Żywiec, Kropla Beskidu) to wody źródlane czyli po prostu czyste, ale nie mające zbyt wiele minerałów i w sumie są tym samym czym jest kranówka. 22% wody butelkowanej na świecie jest zanieczyszczone na poziomie nie akceptowalnym przez żadne normy. Dotyczy to przede wszystkim USA, największego rynku wody butelkowanej i wielu innych krajów. Polskie normy są bardziej wyśrubowane. Co nie zmienia faktu, że przepłacanie za wodę jest absurdalne. Ponadto chemikalia zawarte w butelkach PET lubią przenikać do wody. Nie jest to jeszcze dokładnie zbadane, ale po co ryzykować?

Po trzecie śmieci. Wodę z kranu można nalać do specjalnej butelki wielorazowej. Oczywiście taką butelką może być też butelka po napoju (chociaż bezpieczeństwo samego plastiku jest często kwestionowane). Typowe jednak jest wyrzucanie butelek do śmieci (często wcale nie do pojemników do zbiórki selektywnej). Ich ilości są ogromne. I nie wszystkie trafiają do recyklingu czy na wysypisko. Tylko 1 na 5 butelek poddawana jest recyklingowi! Plastikowe opakowania to dziś śmieciowe wyspy na oceanach, tropikalne plaże upstrzone kolorowymi zakrętkami i zwierzęta martwe po spożyciu odpadków.

Image

http://www.greenster.com/magazine/great-pacific-garbage-patch/

Po czwarte korporacje. Kupując wodę w butelce najczęściej karmimy takie firmy jak Coca-Cola, Nestle, czy Pepsico. W butelkach z ich etykietami znajduje się woda z tego samego źródła co woda w kranie. Gdy wchodzimy do małego sklepiku, w lodówce w upalny dzień jest tylko Kropla Beskidu. Klient nie ma wyboru, jeśli marzą mu się zimne bąbelki. Korporacje próbują odebrać ludziom na całym świecie dostęp do tego, co jest niezbędne do życia. Woda to “niebieskie złoto” naszych czasów. Wojna o wodę to już nie odległy mit rodem z filmu “Tank Girl”. Polecam film “Bottled Life” o tym jak Nestle ze zwykłej wody zrobiła multimilardowy biznes.

http://www.bottledlifefilm.com/index.php/the-film.html

Woda z wodociągów w Polsce spełnia rygorystyczne wymagania jakościowe. W wielu miejscach nie jest już chlorowana, ale ozonowana, co wpływa na jej lepszy smak. Od wielu lat nie wykrywa się w wodzie kranowej bakterii chorobotwórczych. Tym na co zmodernizowane systemy wodociągów nie mają wpływu jest stan rur w naszych domach. Sprawdzane są regularnie instalacje elektryczne czy gazowe oraz kominy, ale o instalacji wodnej wciąż się nie pamięta. Dlatego jeśli wasza woda jest żółta, ma dziwny smak i zapach, jest to wina ostatniego ogniwa. Jeśli macie obawy można zawsze zastosować filtr, który nie pomoże ale i nie zaszkodzi (więcej info w faktach i mitach, nieco niżej).

Do picia wody z kranu zachęcają politycy. W Poznaniu wiceprezydent serwuje kranówkę, tak jak i oficjele w Singapurze na światowych obradach. Sama piłam singapurską kranówkę i od dawna pijam szczecińską. I żyję. Gdańsk reklamuje (do czego to doszło!) kranówę takim ładnym zdjęciem:

Image

W wielu europejskich restauracjach “tap water” jest za darmo i bez ograniczeń. My wciąż za wodę w restauracji płacimy jak za zboże.

Polecam też facebookową akcję społeczną “Piję wodę z kranu”:

https://www.facebook.com/PijeWodeZKranu?fref=ts

Woda zdatna do spożycia, to woda badana wielokrotnie, szczegółowo i przez wyspecjalizowane jednostki. Taką instytucją w Szczecinie jest Laboratorium Centralne Zakładu Wodociągów i Kanalizacji Sp. z o.o. w Szczecinie, w Poznaniu Aquanet – Laboratorium Sp z o.o., w Warszawie Zakład Laboratoriów Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w m.st. Warszawie S.A. itp. Są to certyfikowane zakłady wykorzystujące najwyższe technologie. Bezpieczeństwo jest zapewnione w stu procentach.

Fakty i mity o wodzie z kranu (http://lifescience.pl/raporty/woda-z-kranu)

Image

(kliknij obrazek, aby powiększyć)

Jako ciekawostka dodam, że na ujęciach stan wody bada także małż, który zamyka swoje wnętrze, gdy woda ma nieodpowiedni skład chemiczny. Metodę tę wykorzystuje poznański Aquanet.

http://www.aquanet.pl/biomonitoring,42

Na deser, dla znających angielski, cała prawda o wodzie:

http://www.albinoblacksheep.com/image/watertruth

Mam nadzieję, że daliście się przekonać. Że oszczędzoną kasę przeznaczycie na jakiś lepszy cel np. zdrową żywność, nieszkodliwe detergenty albo koncert na świeżym powietrzu.

Pozdrawiam!

P.S. Serdeczne podziękowania dla Marzeny za pomoc przy tworzeniu posta!

 

Zmywarkozmywanie

Do kolekcji detergentów właśnie dołączyły tabletki do zmywarki Domol z certyfikatem Ecolabel.

Image

Środki do zmywania nie są niewinne. Zawarte w nich sole mają szkodliwy wpływ na kanalizację i bakterie w oczyszczalniach ścieków. Najniebezpieczniejsze są fosforany i surfaktanty. Te pierwsze mogą powodować zaburzenia w środowisku wodnym przyczyniając się do nadmiernego rozrostu pewnych gatunków i  wymierania innych. Efektem jest zamieranie życia w zbiornikach wodnych, ponieważ przyroda jest wobec nich bezradna. Te drugie, jak nazwa wskazuje (związki powierzchniowo czynne) gromadzą się przy powierzchni utrudniając przenikanie tlenu. Utrudnia to rozwój organizmów a także samooczyszczanie zbiorników. Nie do przeoczenia jest także fakt, że wszystkie szkodliwe substancje z detergentów mogą nie zostać w pełni spłukane z naczyń i trafić do naszych organizmów bezpośrednio z jedzeniem, lub pośrednio z obiegu wody w przyrodzie.

Dlatego warto zainteresować się bezpieczniejszym wariantem, który jak się okazuje kosztuje mniej niż niepewna konkurencja.

Tabletki Domol nie zawierają fosforanów i innych niebezpiecznych substancji, a przynajmniej w stopniu ograniczonym. Brak w nich również substancji zapachowych, co ja bardzo sobie cenię. Są to typowe tabletki wielofunkcyjne, więc inne preparaty nie są już potrzebne. Sól zalecana jest w przypadku bardzo twardej wody.

Po pierwszym myciu mogę powiedzieć, że jestem bardzo zadowolona. Naczynia czyściutkie, błyszczące i bezzapachowe.

Jeśli macie doświadczenia z innymi tabletkami czy proszkami z etykietą Ecolabel, dajcie znać, jakie macie wrażenia.

Archiwum